Niedawno otrzymałam do testowania nawilżacz powietrza Philips HU4706/50.
Kilka lat temu korzystałam z nawilżacza powietrza. Tamten nie spełniał moich oczekiwań. Można było nalać do niego wodę z kranu. Skutkiem wykonania tej czynności był biały osad z kamienia, który osiadał na meblach podczas rozpylania mgiełki. Po niedługim czasie trzeba było robić generalne porządki, bo to co dostawałam w gratisie nie wyglądało estetycznie w pomieszczeniu. Ja jak i reszta mojej rodziny jesteśmy alergikami. W zimie suche powietrze spowodowane grzejnikami nie wpływa pozytywnie ani na jakość snu, ani na samopoczucie tuż po wstaniu, ponieważ cała śluzówka jest wysuszona, czasem czuć pieczenie w gardle czy suchość w nosie. Nic fajnego. Ciekawa byłam, czy ten nawilżacz spełni nasze rodzinne wymagania. Zdrowie stawiamy na pierwszym miejscu.
Po otwarciu pudełka na początku wyłoniła się instrukcja obsługi. Szkoda, że nie była dołączona w języku polskim. Zarówno ja jak i mąż znamy język angielski, lecz kłopoty mogą mieć te osoby, które go nie znają.
Urządzenie dobrze zabezpieczone, co widać na poniższym zdjęciu.
Po zdjęciu swoistej "czapki" urządzenia wyłonił się on.
Po wyciągnięciu urządzenia z opakowania zdziwiła mnie jego lekkość. Poprzedni nawilżacz był zdecydowanie cięższy nie mówiąc już o nalaniu do niego wody. Jest mały, zgrabny i idealnie pasuje do każdego pomieszczenia, zarówno tych o mniejszych rozmiarach jak i większych, a także tych nowoczesnych jak i tradycyjnych. Zajmuje niewiele miejsca, więc można go postawić na parapet, stolik, szafkę czy niewielką przestrzeń na podłodze.
Po wyjęciu jego górnej pokrywy dało się zauważyć ogromny filtr. Filtr posiada pływak, który sprawdza stan wody w pojemniku. Gdy jej brak, dzięki blokadzie Healthy air protect, urządzenie przestaje pracować.
Po wyjęciu filtra, w pojemniku widać zaznaczony poziom, do którego możemy maksymalnie nalać wody. Zbiornik wody można napełnić na 2
sposoby: nalewając wodę z kubka do zbiornika po zdjęciu pokrywy lub nalewając
wodę do zbiornika wyjętego z urządzenia bezpośrednio z kranu. Można do niego nalać zarówno wodę z kranu jak i wodę z filtra. Ja wlałam wodę z filtra.
Po kilku dniach korzystania z nawilżacza i wlewania do niego wody filtrowanej filtr zaczyna wyglądać tak jak na powyższym zdjęciu.
Nawilżacz oferuje trzystopniowy system
parowania z technologią NanoCloud.
Etap 1: filtr absorpcyjny
nawilżacza wyłapuje duże cząsteczki, takie jak włosy, sierść i kurz, unoszące
się w suchym powietrzu.
Etap 2: zaawansowany system parowania
z technologią NanoCloud nawilża powietrze, dodając do niego cząsteczki wody
(bez bakterii ani osadu).
Etap 3: zdrowe, przyjemne i
nawilżone powietrze jest wydmuchiwane z nawilżacza ze stałą prędkością bez
równoczesnego tworzenia mgły wodnej.
Po jego uruchomieniu można wybrać dwa tryby pracy. Jedynka to tryb cichy, a dwójka to tryb standardowy. Tryb cichy jest naprawdę cichy. My korzystamy z niego w czasie snu. Tryb standardowy w ciągu nocy jest dla nas za głośny, dlatego przyjemniej nam się korzysta z pierwszego trybu.
A teraz czas na moje odczucia.
Po pierwszej nocy byłam bardzo zdziwiona, w sumie nie tylko ja. Spaliśmy wszyscy jak dzieci. Wstaliśmy wyspani i bez przykrego uczucia wysuszenia śluzówki. Byłam tym faktem trochę oszołomiona i nie dowierzałam, dlatego test został powtórzony przez kolejne noce. Wynik jest jednoznaczny. Polepszenie jakości snu, wyspanie się i brak uciążliwych dolegliwości, do których się już przyzwyczailiśmy. Niestety nawilżacz będę musiała odesłać. Teraz już wiem, że taki nawilżacz będzie kolejnym zakupem jaki poczynimy. Człowiek szybko przyzwyczaja się do dobrego, a wydanie 300 zł na taki nawilżacz będzie naszą dobrą inwestycją w nasze zdrowie i lepsze samopoczucie.