niedziela, 15 grudnia 2019

Gra karciana Caffeine HIT z Empiku

Witajcie,
dzisiaj przychodzę ze świeżutką NOWOŚCIĄ, która niedawno weszła na półki Empiku. Mam przyjemność jako jedna z pierwszych osób w nią zagrać. Gry tą i inne możecie znaleźć pod likiem:  https://www.empik.com/zabawki/gry,3763,s, a gdy któraś Wam się spodoba zachęcam do zamieszczenia opinii w mediach społecznościowych wraz z hasztagiem #grajzempikiem oraz oznaczeniem Empik.pl. 

Wracając do gry. 
Całość jest zapakowana w bardzo efektowne opakowanie, co widać na zdjęciu. Gra zawiera kubek wielokrotnego użytku, który jest ekologiczny i biodegradowalny oraz talię kart. Z założenia minimalny próg wiekowy  jest powyżej 12 roku życia (napisałam z założenia, bo moje przemyślenia są inne, o czym w dalszej części), w którą może zagrać od 2 do 6 osób. Przewidywany czas rozgrywki to 20 min.





Karty są rewelacyjnie wykonane, sztywne i przyjemne w dotyku. Posiadają kolorowe obrazki, zrozumiałe i precyzyjne opisy, które ułatwiają rozrywkę. Osoby nie znające języków obcych nie muszą się martwić, ponieważ jest ona wydana w języku polskim.



Przejdźmy teraz do samych kart.
Poniżej przedstawiam wszystkie karty znajdujące się w talii.




















 W swojej turze możemy wykonać jedną z poniższych akcji:
- zagrać do 5 kart tego samego koloru z ręki na swój stolik,
- zagrać do 2 kart tego samego koloru na stolik przeciwnika,
- zagrać 1 kartę akcji zamiast karty napoju,
- spasować w swojej turze i odrzucić do 3 dowolnych kart, a następnie dobrać nowe ze stosu doboru.

 Jakie mamy akcje przedstawia poniższa karta:

 

Karta ta leży na stoliku odkryta tak, by każdy mógł do niej zerknąć. Zasady gry jak i zawartość kart jest łatwa do zapamiętania, więc po krótkim czasie karty pomocnicze nie są już potrzebne.


Gra kończy się wtedy, gdy ze stosu kart doboru zostanie zabrana ostatnia karta i każdy z graczy nie będzie mógł już wykonać żadnej akcji.

Za co otrzymujemy punkty?
- 3 dowolne kawy 10 pkt
- 2 dowolne karty niebieskie 5 pkt
- gracz z największą ilością ziaren otrzymuje 12 pkt, pozostali0 pkt
- herbata english breakfast 4 pkt, zielona herbata 3 pkt, earl grey 2 pkt
- bezkofeinowe (dają punkty ujemne): rooibos -4 pkt, herbata owocowa -3 pkt, gorąca czekolada -2 pkt
- 1 zimny napar 12 pkt, każdy kolejny 0 pkt.

Czas na moje podsumowanie. Bardzo podoba mi się wygląd gry, który przyciąga wzrok. Obrazki są kolorowe i jak dla mnie bardzo zachęcają do zagrania w nią. Same karty są dobrze wykonane, a opakowanie nieźle zabezpiecza zawartość. Zasady gry są banalnie proste i łatwe do przyswojenia. Odrobina kreatywności sprawiła, że bez problemu zagrałam w tą grę z 4-latką eliminując działanie niektórych kart i tym samym upraszczając zasady rozgrywki. Moim zdaniem można śmiało ją wykorzystać do wspólnego spędzenia czasu z dziećmi młodszymi niż 12 lat. Czas gry jest krótki, co działa na plus zachęcając do szybkiego rewanżu. Myślę, że jest to gra, którą ciężko jest się znudzić i zdecydowanie przypadnie do gustu wielu grupom wiekowym.  Dodatkowym jej plusem jest niewielki rozmiar, co ułatwia zabieranie jej ze sobą. W mojej osobistej punktacji dostaje ona 10/10.
A Tobie udało się dorwać ten HIT Empiku?



poniedziałek, 7 października 2019

Kapsułki Persil 4 in 1 Deep Clean Color

Od 12 września mam przyjemność testować nowe kapsułki Persil.




Persil można zakupić w wersji do koloru lub do białego. Ja mam otrzymałam wersję do koloru, natomiast osoby obdarowane przeze mnie próbkami otrzymały wersję do białego. 

Otwierając kolorowe i przyciągające wzrok opakowanie można poczuć bardzo przyjemny zapach środka piorącego.



Po wyciągnięciu z opakowania można zauważyć, że kapsułka posiada 4 komory z substancjami piorącymi.


 Producent zapewnia, że:
- perfekcyjnie usuwa plamy, dzięki mieszance enzymów, która dokładnie wnika we włókna usuwając uporczywe plamy
- tkaniny mają olśniewający blask, dzięki nowej formule
- jest delikatny dla tkanin, 
- zapewnia długotrwałą świeżość.
Ze mną jest tak, że zanim sama nie sprawdzę to nie uwierzę, dlatego już przy pierwszym praniu sprawdziłam jego skuteczność wykorzystując moją codzienność, czyli skarpetki mojego dziecka.
Przed wypraniem skarpetki wyglądały następująco:

Widać, że niezbyt ciekawie. Jak testować to tylko z największymi zabrudzeniami.
Po wypraniu skarpetek w 40 stopniach efekt był taki:



Coś tam wyprało ale ja nie byłam z tego efektu zadowolona, dlatego postanowiłam wyprać ją jeszcze raz. Drugi raz skarpetka została wyprana w temperaturze 60 stopni.

Okazało się, że dopiero drugie pranie uporało się z ciężkimi plamami dając faktycznie nieskazitelną czystość. Nie zadowoliły mnie wyniki tego testu. Doszłam do wniosku, że jego powtórzę tylko, że od razu nastawię temperaturę 60 stopni.

Moje "króliki" doświadczalne przed praniem wyglądały tak jak na zdjęciu poniżej.
 
 

 Jak łatwo zauważyć były to ciężkie zabrudzenia, z którymi nie każdy środek piorący potrafi sobie poradzić. Skąd wiem? Za każdym praniem mam przyjemność prać takie okazy w różnych środkach stale szukając ideału.

Po praniu efekty mnie oszołomiły. Zresztą zobaczcie sami:







Jak widać są na rynku środki, które zadbają o ubrania, pozostawiając na długo świeży zapach i są niezwykle skuteczne. Jak dla mnie bomba.

Ale, ale...

Jeszcze jedna ważna kwestia. Po użyciu wszystkich kapsułek bez problemu możemy ściągnąć etykietę i oddać tak przygotowane plastikowe pudełko do recyklingu.


Fakt faktem producent mógłby popracować nad zamykaniem, ponieważ już po drugim otwarciu pękło. Można opakowanie zamknąć lecz sądzę, że tu producent dostaje ode mnie minus.

Wszystkie próbki rozeszły się w bardzo szybkim tempie.


 Wszystkie osoby, które dostały i również przeprowadziły próby na swoich ubraniach potwierdzają skuteczność kapsułek i przy tym ogromne zadowolenie z wykonanego prania. Nie było ani jednej osoby, która by powiedziała negatywnie na ich temat. Wszystkie osoby, z którymi rozmawiałam widziały również moje testy i każda z nich była bardzo pozytywnie zaskoczona.

Podsumowując mogę z czystą przyjemnością polecić produkt, ponieważ jest naprawdę skuteczny.


środa, 8 maja 2019

Test piwa Łomża

Jakiś czas temu dostałam się do Kampanii Łomży piwa bezalkoholowego. Ucieszyłam się, bo jeszcze tego trunku nie próbowałam. Dotychczas zdarzało mi się kosztować napoje tego typu pochodzące od innych producentów. Większość z nich mi smakowała i z chęcią sięgałam po nie niejednokrotnie. 
Paczka Ambasadora wyglądała tak jak na poniższych zdjęciach.



Całość była ciężka. Pomimo, że wszystko było zapakowane we wzmocnione pudełko kartonowe nic się nie potłukło i nic nie wypadło. Za solidne zapakowanie całości trzeba przyznać wielkie brawa.

Po otwarciu w środku znajdowała się poniższa zawartość:




Wszystkie typy opakowań są dla mnie atrakcyjne, zdecydowanie przyciągają wzrok i zachęcają do zakupu.
W paczce Ambasadora znalazło się:
- 20 puszek po 330 ml do rozdania
- 1 butelka szklana 0,5 l 
- 1 puszka 0,5 l
- 1 puszka 330 ml.
Niestety kurier nie dotarł do mnie przed Świętami. Udało się jednak rozdysponować całość podczas spotkań ze znajomymi z pracy, rodziną oraz przyjaciółmi.
Samych spotkań nie będę w tym miejscu opisywać, bo to zostało przeze mnie zrobione podczas wysyłania raportów.
Ogólnie mogę napisać, że ile osób tyle różnych opinii i wrażeń po przetestowaniu Łomży. Wszyscy jednogłośnie stwierdzili, że piwa bezalkoholowe to dobra alternatywa dla piwa z procentami. Pomagają zachować trzeźwość przy jednoczesnej możliwości cieszenia się ze smaku piwa. Co do samej Łomży zdania były podzielone. Jednym to piwo smakowało i nie widzieli różnicy pomiędzy wersją bez procentów, a wersją z procentami. Innym smakuje ta z alkoholem, natomiast testowany produkt już niekoniecznie. Jak jest w moim przypadku?
Otworzyłam puszkę, nalałam do szklanki, wzięłam kilka łyków i zdecydowanie mogę stwierdzić, że Łomża w mój gust nie trafiła. Ta wersja moim zdaniem smakuje jak piwo, do którego dolewa się wody i zamiast skoncentrowanego, wyrazistego smaku otrzymuje się nie wiadomo co. Każda moja opinia jest moja, niczym nie przekupiona. Zawsze wyrażam opinie zgodnie z tym co myślę, bo przecież o to chodzi w testach konsumenckich. To jest mój pierwszy produkt jaki testuję, który nie spełnia moich oczekiwań. Może gdyby udało się jednak popracować nad smakiem, wzmocnić go, w jakiś sposób polepszyć to kto wie, czy sięgałabym po kolejne Łomże. Na chwilę obecną mówię im kategoryczne nie.


niedziela, 13 stycznia 2019

Kampania balsamu do ciała TIZMI

Jako jedna z 30 osób wybranych do testowania balsamu do ciała lub produktu do kąpieli. Ja otrzymałam balsam o zapachu rabarbaru i mięty. 


Pudełko balsamu ma pojemność 200 ml. To przeciętna wielkość jak na tego typu produkty. Opakowanie moim zdaniem nie urzeka wyglądem. Na pierwszy rzut oka ciężko by mi było rozpoznać co to za produkt i do czego służy. Nie wiem, czy wybrałabym go gdybym była w sklepie, a kryterium wyboru miałoby być opakowanie. Chyba raczej nie, z tego względu, że wszystko co wizualnie ładne szybciej przyciągnie klienta. Fakt faktem, gdyby tak dłużej przyjrzeć się jemu można by wywnioskować, że zawiera same naturalne składniki. I tak też jest w rzeczywistości. Nie posiada barwników, parabenów, parafiny, olei mineralnych, wazeliny czy silikonów. Po otwarciu pudełka od razu można poczuć intensywny zapach kosmetyku. Pięknie pachnie. Dla mnie bomba.



Konsystencja moim zdaniem nie jest lekka. Ten produkt należy do tych tłustych, ale za to szybko wchłaniających się i na długo pozostawiających zapach. "Ciężkość" zawdzięcza olejowi kokosowemu i z pestek winogron o działaniu silnie nawilżającym i odżywczym. Posiada także masło Shea, które wzbogaca go o witaminy o właściwościach ochronnych m.in. A i E.  Co ciekawe może posłużyć także jako maska na przesuszone włosy, regeneracyjny kompres na dłonie czy stopy lub jako krem do twarzy. Produkt idealny, wielozadaniowy. Czy czegoś trzeba więcej? Moim zdaniem nie, zwłaszcza że jest skuteczny, a moja sucha skóra na dłoniach i stopach dziękuje mi swoim pięknym wyglądem.

Test nawilżacza powietrza Philips HU4706/50

Niedawno otrzymałam do testowania nawilżacz powietrza Philips HU4706/50.


 

Kilka lat temu korzystałam z nawilżacza powietrza. Tamten nie spełniał moich oczekiwań. Można było nalać do niego wodę z kranu. Skutkiem wykonania tej czynności był biały osad z kamienia, który osiadał na meblach podczas rozpylania mgiełki. Po niedługim czasie trzeba było robić generalne porządki, bo to co dostawałam w gratisie nie wyglądało estetycznie w pomieszczeniu. Ja jak i reszta mojej rodziny jesteśmy alergikami. W zimie suche powietrze spowodowane grzejnikami nie wpływa pozytywnie ani na jakość snu, ani na samopoczucie tuż po wstaniu, ponieważ cała śluzówka jest wysuszona, czasem czuć pieczenie w gardle czy suchość w nosie. Nic fajnego. Ciekawa byłam, czy ten nawilżacz spełni nasze rodzinne wymagania. Zdrowie stawiamy na pierwszym miejscu. 

Po otwarciu pudełka na początku wyłoniła się instrukcja obsługi. Szkoda, że nie była dołączona w języku polskim. Zarówno ja jak i mąż znamy język angielski, lecz kłopoty mogą mieć te osoby, które go nie znają.


 Urządzenie dobrze zabezpieczone, co widać na poniższym zdjęciu.



Po zdjęciu swoistej "czapki" urządzenia wyłonił się on.


Po wyciągnięciu urządzenia z opakowania zdziwiła mnie jego lekkość. Poprzedni nawilżacz był zdecydowanie cięższy nie mówiąc już o nalaniu do niego wody. Jest mały, zgrabny i idealnie pasuje do każdego pomieszczenia, zarówno tych o mniejszych rozmiarach jak i większych, a także tych nowoczesnych jak i tradycyjnych. Zajmuje niewiele miejsca, więc można go postawić na parapet, stolik, szafkę czy niewielką przestrzeń na podłodze.


Po wyjęciu jego  górnej pokrywy dało się zauważyć ogromny filtr. Filtr posiada pływak, który sprawdza stan wody w pojemniku. Gdy jej brak, dzięki blokadzie Healthy air protect, urządzenie przestaje pracować.


Po wyjęciu filtra, w pojemniku widać zaznaczony poziom, do którego możemy maksymalnie nalać wody. Zbiornik wody można napełnić na 2 sposoby: nalewając wodę z kubka do zbiornika po zdjęciu pokrywy lub nalewając wodę do zbiornika wyjętego z urządzenia bezpośrednio z kranu. Można do niego nalać zarówno wodę z kranu jak i wodę z filtra. Ja wlałam wodę z filtra.



Po kilku dniach korzystania z nawilżacza i wlewania do niego wody filtrowanej filtr zaczyna wyglądać tak jak na powyższym zdjęciu.


 

Nawilżacz oferuje trzystopniowy system parowania z technologią NanoCloud.
Etap 1: filtr absorpcyjny nawilżacza wyłapuje duże cząsteczki, takie jak włosy, sierść i kurz, unoszące się w suchym powietrzu.
Etap 2: zaawansowany system parowania z technologią NanoCloud nawilża powietrze, dodając do niego cząsteczki wody (bez bakterii ani osadu).
Etap 3: zdrowe, przyjemne i nawilżone powietrze jest wydmuchiwane z nawilżacza ze stałą prędkością bez równoczesnego tworzenia mgły wodnej.



 

Po jego uruchomieniu można wybrać dwa tryby pracy. Jedynka to tryb cichy, a dwójka to tryb standardowy. Tryb cichy jest naprawdę cichy. My korzystamy z niego w czasie snu. Tryb standardowy w ciągu nocy jest dla nas za głośny, dlatego przyjemniej nam się korzysta z pierwszego trybu.



A teraz czas na moje odczucia. 
Po pierwszej nocy byłam bardzo zdziwiona, w sumie nie tylko ja. Spaliśmy wszyscy jak dzieci. Wstaliśmy wyspani i bez przykrego uczucia wysuszenia śluzówki. Byłam tym faktem trochę oszołomiona i nie dowierzałam, dlatego test został powtórzony przez kolejne noce. Wynik jest jednoznaczny. Polepszenie jakości snu, wyspanie się i brak uciążliwych dolegliwości, do których się już przyzwyczailiśmy. Niestety nawilżacz będę musiała odesłać. Teraz już wiem, że taki nawilżacz będzie kolejnym zakupem jaki poczynimy. Człowiek szybko przyzwyczaja się do dobrego, a wydanie 300 zł na taki nawilżacz będzie naszą dobrą inwestycją w nasze zdrowie i lepsze samopoczucie.